Tak, nie jest to typowe wyjście awaryjne w dobie kryzysu, a raczej wyjście awaryjne z realizacji obranego planu, jeśli chodzi o motocykl. Jak dotąd realizacja idzie nie po Naszej myśli, więc obraliśmy z żoną wyjście awaryjne, gdyby się nam nie udało z zamierzonym celem.
Otóż, po długich rozmowach z takim jednym motocyklistą, doszliśmy do wniosku, że najlepszym wyjściem awaryjnym, będzie zakup motocykla zwanego Bandit. Suzuki Bandit.
Owy motocyklista (on wie:P) ma taki sam sprzęt i muszę powiedzieć, że I LIKE IT, mimo iż różni się on znacznie charakterem od docelowego wyboru rodziny Kulczyńskich:)
Żeby uzmysłowić, jak wygląda to wyjście awaryjne, poniżej fotka:)

Zamieszczony w: Garaż marzeń, Motocykle, Nasza codzienność | Otagowane: motocykl
wyjście awaryjne każdy musi mieć, a uważam, że akurat takie wyjście wcale nie jest gorsze;) grunt że we wszystkim znajduje się złoty środek i dąży się do realizacji zamierzonych celów.
całkiem nie brzydkie to wyjście awaryjne
[...] wcześniejsze marzenie powróciło do łask i już nawet jest mniej więcej ustalone i rozpisane kiedy na co [...]