Ciemno…..jakieś chrobotanie…..uszy strzygą się automatycznie. Człowiek się nagle budzi. Nie rusza się jednak z łóżka, nasłuchuje. Słyszy dalej jakieś szuranie i chrobotanie. Patrzy na zegarek. Pierwsza w nocy. Nastawia znowu uszu. Cisza. Zamyka oczy, zasypia znowu. Coś go przebudziło…Pierwsza myśl: czas do pracy. Spogląda na zegarek. Jeszcze jakieś trzy godziny spania. Zamyka oczy i dalej zasypia. Budzi się po godzinie. Przecież dzisiaj wolne, święta mamy. Spokojnie idzie spać dalej. Wstaje skoro świt, czyli tak około 9 godziny. Święta, przebiega mu przez myśl. Gwiazdor był? Albo święty Mikołaj? W ostateczności nawet Dziadek Mróz? Wstaje. Ogarnia go chłód poranka, ale nie na długo, gdyż myśl o prezentach znowu go rozgrzewa.Biegnie do choinki. zapomniał kapci, zimno mu w stopy, ale “walić to” . Jest już przy niej. Spogląda…Pusto…nic nie ma. Nie wie co ma zrobić. Wraca spokojnie do łóżka…lustruje pokój i widzi to. Sterta świątecznych prezentów. Myśli się w głowie kotłują. Co, jak, gdzie, skąd? Chwila zastanowienia…”A, no tak” – myśli w duchu i spokojnie kładzie się do łóżka.
- Przecież nie mam 5 lat – mówi do siebie. – To oczywiste, że Mikołaj nie mógł przynieść po północy tych prezentów. To by było niemożliwe, tyle ludzi obdzielić prezentami w parę godzin po północy. Sam,jeden! Pewnie był przed północą…;)
Z tą myślą poszedł spać dalej.






