Właśnie, końcówka maja, a z nieba leje się żar… No dobra.. może nie żar, ale jest gorąco. Na szczęście trochę wieje… ale i tak jest gorąco. To i tak lepiej niż miało by być zimno. Ot taka typowa mentalność, która dotyka ludzi mieszkających w klimacie umiarkowanym. Mamy i ciepło i zimno. I z obu stanów jesteśmy nie zadowoleni. Naturalne jest kilka(!) dni w roku, kiedy pogoda jest idealna, 23 stopnie, delikatny wiaterek, słońce, bezchmurne niebo. Ale albo zazwyczaj jest skwar, albo zimnica, więc można bezkarnie narzekać jak nam to jest źle. Większość i tak powie, że woli upał, i wcale się nie dziwię.
Faktem też jest, że gdyby jeden rodzaj pogody utrzymywał by się przez 6 miesięcy i drugi tyleż samo, a zmiana następowała gwałtownie i była trwała, to aklimatyzacja (w sensie, przejście z marudzenia – jak mi gorąco do jak mi zimno i przyzwyczajenie się do temperatury ) następowała by szybciej.
Jak jest gorąco, to po miesiącu się przyzwyczajamy i już nie marudzimy, ze upał, swkar i dlaczego tak gorąco w samochodzie. I tak samo zima.
Niestety umiarkowany klimat powoduje, że nieumiarkowanie wszyscy narzekają na pogodę, jaka by ona nie była. Tego się już nie zmieni, nawet ocieplenie klimatu nie pomoże. Po za tym, zimą człowiek się grzeje, latem chłodzi… idealna pogoda wiosenna już praktycznie nie istnieje, zostaje tylko czekać na piękną, ciepłą, suchą jesień:)







